Wybrane Posty

Co ciekawi mnie w muzyce? Zastanawialiście się kiedyś jakie czynniki powodują, że lubicie jakiś utwór? Dlaczego jest tak, że po pierwszym przesłuchaniu jakiejś piosenki jesteście w stanie zachwycić sie nią? W moim...

Czytaj dalej

Herbata - co i jak Herbata jest napojem, który towarzyszy nam na co dzień. Niewiele jest jednak osób, które przywiązują wagę do tego co i jak piją. Kupujemy ekspresówki, herbatki smakowe, czy też ziołowe. Kiedyś...

Czytaj dalej

Tortilla ziemniaczana z dodatkami Niedawno znalazłem przepis na tortillę ziemniaczaną i zainspirowało mnie to do poeksperymentowania. Jako, że samą tortillę robi się mniej więcej tak samo - ekperyment dotyczył tego, co na nią...

Czytaj dalej

Jestem jak Fin, czyli słowo o języku angielskim Języka angielskiego uczę się od wielu lat. W dzisiejszych czasach jego znajomość jest bezdyskusyjnie przydatna, a często wręcz wymagana. Większość młodych Polaków uczy lub uczyła się tego...

Czytaj dalej

Język (nie do końca) rozpoznawalny W poniedziałek, 15 września 2008 roku, zakończyłem oficjalnie pisanie pracy magisterskiej i złożyłem ją w dziekanacie. Jako, że nie wszyscy wiedzą o czym pisałem, postaram się przedstawić...

Czytaj dalej

Prawo i Ziobrzydliwość

Posted by EChO | Posted in Społeczeństwo | Posted on 13-08-2007

Tagi: , ,

2

Notka krótka, bo szkoda baj­tów. Dla­tego to już koniec wpisu.

Do woja marsz do woooojaaaa!

Posted by EChO | Posted in Osobiste | Posted on 08-09-2006

Tagi: ,

0

To była świetna przy­goda. Z początku tro­chę dosta­wa­li­śmy w kość — pierw­sze 3 dni były na prze­stra­sze­nie. Nie­któ­rzy powoli nie wytrzy­my­wali, a jeden nawet chciał zre­zy­gno­wać. Kto? Kacz­marka pozna­cie póź­niej ;-) . Kapral „Krzyk” zwany też „Hitler­kiem” w połą­cze­niu z kapra­lem bro­da­czem (z któ­rym mia­łem nie­przy­jem­ność mieć mały zatarg) robili swoje. Wtedy na początku wyda­wali się nam bez­sen­sow­nymi krzy­ka­czami — byli jed­nak potrzebni. Pomy­śl­cie jak zapa­no­wać nad 225 stu­den­tami, w więk­szo­ści inte­li­gent­nymi indy­wi­du­ali­stami. Noto­ryczne spóź­nia­nie się na zbiórki, nie­wy­ko­ny­wa­nie pole­ceń i takie tam „drob­nostki” musiały zostać ukró­cone. Fakt, że wtedy nasza nie­zna­jo­mość regu­la­minu dzia­łała na naszą nie­ko­rzyść. Ci kaprale nie mieli nad nami wła­dzy. Mieli ją tylko dla­tego, że wpro­wa­dzili metodę krzyku. Na szczę­ście trwało to tylko kilka dni, bo potem ci kaprale oka­zali się być w porządku.

W CSSP w Kosza­li­nie mie­li­śmy cał­kiem nie­złe warunki miesz­kalne, dobre jedze­nie w Kasy­nie, ludzka kadra. Pokoje mie­li­śmy 2-, 3– lub 4-osobowe. Jedze­nie może nie jak w wykwint­nej restau­ra­cji, ale jak w dobrym barze mlecz­nym. Jak dla mnie — było go aż za dużo ;-) . Co do kadry — nie­któ­rzy poka­zali się nam od dobrej strony na początku, a potem oka­zali się palan­tami. Na szczę­ście to tylko nie­liczne wyjątki. Mój dowódca plu­tonu — cho­rąży Skła­dow­ski, w porów­na­niu z innymi dowód­cami, naj­mniej nas cisnął, a i tak to my naj­le­piej zda­li­śmy egza­min ;-) . Niech tego dowie­dzie tekst jed­nego z dowód­ców plu­tonu, egza­mi­nu­ją­cych nas — „Ten Skła­dak to ich chyba musi napier­da­lać, że oni tak wszystko umieją” :-D . No cóż — po pro­stu nasz plu­ton był wyjąt­kowy :-D .

Tak wła­śnie wygląda wyjąt­kowy pluton:

Pluton 6, CSSP Lato 2006

Z innych zawo­do­wych, z któ­rymi mie­li­śmy do czy­nie­niam warto wspo­mnieć sier­żanta Koniecz­nego („żołnierz robi CO?”, „to się nazywa JAK?”), który dawał nam głów­nie w kość na wuefach, a także uwiel­biał zapro­wa­dzać porzą­dek na kom­pa­nii przez robie­nie 5 zbió­rek w ciągu 10 minut lub zapro­wa­dzać porzą­dek w poko­jach przez wyrzu­ce­nie wszyst­kiego z szaf :-) . Dru­gim nie­lu­bia­nym sier­żan­tem był Sie­kie­rzyń­ski — czło­wiek ze spe­cy­ficz­nym poczu­ciem humoru. Trudno go oce­nić, gdyż jest to pozer jakich mało. Jeśli kogoś lubi, to jest bar­dzo w porządku. Mi się udało być w dobrej z nim komi­ty­wie, a to było o tyle dobre, że Sie­kie­rzyń­ski był sze­fem kom­pa­nii. Dla więk­szo­ści żołnie­rzy był jed­nak kawa­łem chama („bierz błon i wypieł­da­laj!”), który obej­rzał zbyt wiele ame­ry­kań­skich fil­mów o woj­sko­wych ;-) . Więk­szość kadry trak­tuje swoją pracę z nami jak zabawę, więc więk­szych pro­ble­mów nam nie stwa­rzali. Warto wspo­mnieć też sierż… tfu! cho­rą­żego Danika ;P („hahaha! zosta­łem zde­gra­do­wany! i to podwój­nie! :-D ”) za banalną „odpytkę” na egza­mi­nie i za hasło „Panie Kubuś” ;-) . No i na koniec nasz kochany dowódca kom­pa­nii — ina­czej salu­tu­jący i cią­gle prze­ły­ka­jący ślinę, ale bar­dzo w porządku. Zasko­czy­li­śmy go dobrym przy­go­to­wa­niem do egza­minu, za co nas nawet pochwa­lił :-) .

Jako druga kom­pa­nia, szko­leni byli­śmy w spe­cjal­no­ści „zestawy arty­le­ryj­skie”, na dzia­łach ZU-23 – 2 oraz S-60. To pierw­sze działo wygląda tak:

ZU-23-2

Na koniec zosta­wiam naszą gwiazdę — sze­re­go­wego Kacz­marka. Jedyny, który do końca pozo­stał sze­re­gow­cem. I słusz­nie! Ktoś, kto robiąc kartę pracy instruk­tora na temat X, prze­pi­suje z pod­ręcz­nika taką kartę na temat Y, kom­plet­nie nie patrząc na to co prze­pi­suje. Ktoś, kto oma­wia­jąc budowę kała­cha myli kolbę z ręko­je­ścią, a na samego kała­cha mówi KBKS ;-) . Cią­gle w mar­szu gubi krok, a na strze­la­niu (ostrą amu­ni­cją) odwraca się z nała­do­waną i odbez­pie­czoną bro­nią mie­rząc pro­sto w dowódcę :-D . Nie­ład­nie jest nabi­jać się z kolegi, ale wszystko ma swoje gra­nice. On poszedł do woj­ska niczym nie przy­mu­szony — na ochotnika.

Nie spo­sób opi­sać wszyst­kie przy­gody z woj­ska. Cokol­wiek by nie mówić — to była przy­goda, bo praw­dzi­wym woj­skiem nie można tego nazwać ;-) . Tro­chę żal było się roz­sta­wać z kom­pa­nią. Może nie zdą­ży­li­śmy się jesz­cze aż tak bar­dzo zgrać przez te 6 tygo­dni, może były jakieś nie­sna­ski, ale bar­dzo się lubi­li­śmy i pew­nie nie raz jesz­cze się gdzieś spo­tkamy przy piwku :-) .

kapral Kubuś