Wybrane Posty

Co ciekawi mnie w muzyce? Zastanawialiście się kiedyś jakie czynniki powodują, że lubicie jakiś utwór? Dlaczego jest tak, że po pierwszym przesłuchaniu jakiejś piosenki jesteście w stanie zachwycić sie nią? W moim...

Czytaj dalej

Herbata - co i jak Herbata jest napojem, który towarzyszy nam na co dzień. Niewiele jest jednak osób, które przywiązują wagę do tego co i jak piją. Kupujemy ekspresówki, herbatki smakowe, czy też ziołowe. Kiedyś...

Czytaj dalej

Tortilla ziemniaczana z dodatkami Niedawno znalazłem przepis na tortillę ziemniaczaną i zainspirowało mnie to do poeksperymentowania. Jako, że samą tortillę robi się mniej więcej tak samo - ekperyment dotyczył tego, co na nią...

Czytaj dalej

Jestem jak Fin, czyli słowo o języku angielskim Języka angielskiego uczę się od wielu lat. W dzisiejszych czasach jego znajomość jest bezdyskusyjnie przydatna, a często wręcz wymagana. Większość młodych Polaków uczy lub uczyła się tego...

Czytaj dalej

Język (nie do końca) rozpoznawalny W poniedziałek, 15 września 2008 roku, zakończyłem oficjalnie pisanie pracy magisterskiej i złożyłem ją w dziekanacie. Jako, że nie wszyscy wiedzą o czym pisałem, postaram się przedstawić...

Czytaj dalej

Jestem jak Fin, czyli słowo o języku angielskim

Napisał EChO w kategorii Osobiste, Społeczeństwo, 26 lut 2009 roku

Tagi: ,

1

Języka angiel­skiego uczę się od wielu lat. W dzi­siej­szych cza­sach jego zna­jo­mość jest bez­dy­sku­syj­nie przy­datna, a czę­sto wręcz wyma­gana. Więk­szość mło­dych Pola­ków uczy lub uczyła się tego języka na różne spo­soby w swoim życiu. W szkole kła­dzie się naj­więk­szy nacisk na zna­jo­mość zasad języka — gra­ma­tyki, popraw­nej orto­gra­fii i wymowy. Jed­nak przy for­mu­ło­wa­niu myśli w tym języku poja­wiają się pro­blemy. Ja mia­łem sto­sun­kowo nie­wiele do czy­nie­nia z tym języ­kiem na co dzień w mowie. Wię­cej — w piśmie, szcze­gól­nie korzy­sta­jąc z Inter­netu. Dla­tego nie mam pro­blemu z popraw­nym pisa­niem po angiel­sku, czy też ze zro­zu­mie­niem arty­ku­łów, które czy­tam.
Ostat­nio, pró­bu­jąc uczyć się pod­staw języka fiń­skiego, natra­fi­łem na cie­kawy arty­kuł, napi­sany przez Fina, a doty­czący zna­jo­mo­ści języka angiel­skiego przez Finów. Pisze on:

„(…) in a typi­cal conver­sa­tion between people from dif­fe­rent nations, the Finn is still try­ing to for­mu­late his first gram­ma­ti­cally cor­rect sen­tence when others have chan­ged the topic a few times”,

czyli:

„(…) w typo­wej roz­mo­wie mię­dzy ludźmi o róż­nej naro­do­wo­ści, Fin jesz­cze cią­gle składa swoje pierw­sze gra­ma­tycz­nie poprawne zda­nie, pod­czas gdy inni zdą­żyli już zmie­nić temat wiele razy”.

To zda­nie dosko­nale oddaje to, co czuję pod­czas roz­mów po angiel­sku. Jest to o tyle ważne, że ten język jest w mojej pracy pod­sta­wo­wym języ­kiem komu­ni­ka­cji z pra­cow­ni­kami z innych kra­jów, a takie kon­takty są czę­ste.
Podo­bieństw mię­dzy Pola­kami i Finami w kwe­stii nauki języ­ków jest sporo. Nacisk na popraw­ność gra­ma­tyczną, na popraw­ność (mniej wię­cej) wymowy. Mamy też wyrazy, tzw. „false friends”, które brzmią podob­nie w angiel­skim, jak i w polskim/fińskim, ale zna­czą coś innego. Jed­nak zde­cy­do­wa­nie lepiej jest u Finów z osłu­cha­niem się języka angiel­skiego. Przede wszyst­kim, filmy w tele­wi­zji są tam nada­wane w ory­gi­nale, z pod­pi­sami. W Pol­sce nie­stety jest to cią­gle wyjątkiem.

Jeśli chce­cie wie­dzieć wię­cej — zaj­rzyj­cie na wyżej zlin­ko­waną stronę.

Podziel się:
  • Wykop
  • Digg
  • Twitter
  • Facebook
  • FriendFeed
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS

Komentarzy (1)

Pamię­tam, jak z rok temu do naszej firmy przy­je­chał Duń­czyk. Podobno Duń­czycy lubią roz­ma­wiać po nie­miecku (nie wiem, nie znam się), więc pra­cow­nicy powinni sobie z tym pora­dzić. Zna­jąc jed­nak ich leni­stwo, zawo­łali po mnie, bo jako jedyna śmiga­łam japońsko-angielskim (czyli jako-tako)…

Niby nie powin­nam mieć pro­ble­mów, bo dzien­nie kilka stron a4 róż­nych badziew­nych pise­mek do Szwe­dów po angiel­sku piszę, a potem jesz­cze liter­kowo roz­ma­wiam. Zapo­mnia­łam jed­nak, że paskud­nie dawno nie roz­ma­wia­łam gło­sowo po angiel­sku. I… zonk! Niby w myślach wiem, co powie­dzieć, o co spy­tać… ale jakby mózg mi się zaciął i nie prze­cho­dziło mi to w mowie…

Bar­dzo dziwne uczu­cie. Mózg nie był w sta­nie tego prze­two­rzyć. Zacię­łam się gło­sowo, choć myślowo to i ja te „tematy zmie­nia­łam parę razy”…

Bosh… zgu­bi­łam wątek… (przez kota)

Any­way…

Mnie też dobi­jaja lek­to­rzy w fil­mach. Pira­cąc wolę nawet napi­sów przy fil­mie nie mieć, bo mnie wtedy roz­pra­szają. A jeśli w ogóle jest to moż­liwe, to oglą­dać z napi­sami angiel­skimi. Lep­sza nauka…

Jeśli się z języ­kiem na co dzien nie obcuje, to szybko można zapo­mnieć. Od tam­tego zda­rze­nia zasta­na­wiam się, jak tą sytu­ację popra­wić. Na kursy nie ma czasu, a nawet jeśli, to i tak w końcu kurs się skoń­czy i lipa. Ty to masz dobrze, bo wła­ści­wie codzien­nie w fir­mie możesz sobie pospi­kać. A dla mnie jakaś recepta, by języka w gębie nie zapomnieć?

Jak­byś coś zna­lazł, to pro­sze dać znać ;)

Napisz komentarz