Wybrane Posty

Co ciekawi mnie w muzyce? Zastanawialiście się kiedyś jakie czynniki powodują, że lubicie jakiś utwór? Dlaczego jest tak, że po pierwszym przesłuchaniu jakiejś piosenki jesteście w stanie zachwycić sie nią? W moim...

Czytaj dalej

Herbata - co i jak Herbata jest napojem, który towarzyszy nam na co dzień. Niewiele jest jednak osób, które przywiązują wagę do tego co i jak piją. Kupujemy ekspresówki, herbatki smakowe, czy też ziołowe. Kiedyś...

Czytaj dalej

Tortilla ziemniaczana z dodatkami Niedawno znalazłem przepis na tortillę ziemniaczaną i zainspirowało mnie to do poeksperymentowania. Jako, że samą tortillę robi się mniej więcej tak samo - ekperyment dotyczył tego, co na nią...

Czytaj dalej

Jestem jak Fin, czyli słowo o języku angielskim Języka angielskiego uczę się od wielu lat. W dzisiejszych czasach jego znajomość jest bezdyskusyjnie przydatna, a często wręcz wymagana. Większość młodych Polaków uczy lub uczyła się tego...

Czytaj dalej

Język (nie do końca) rozpoznawalny W poniedziałek, 15 września 2008 roku, zakończyłem oficjalnie pisanie pracy magisterskiej i złożyłem ją w dziekanacie. Jako, że nie wszyscy wiedzą o czym pisałem, postaram się przedstawić...

Czytaj dalej

Wszechstronność umarła?

Napisał EChO w kategorii Społeczeństwo, 13 sie 2008 roku

Tagi: ,

8

Dawno dawno temu żyli sobie filo­zo­fo­wie, czyli ludzie świa­tli, ceniący naukę. Widzieli oni świat jako całość, nie ogra­ni­czali się do jed­nej dzie­dziny nauki. Byli fizy­kami, che­mi­kami, leka­rzami, a także nie­obce byly im nauki spo­łeczne. Tak wyglą­dały czasy przed średnio­wie­czem. Podob­nie było też w epo­kach po tym okre­sie, lecz takich ludzi już naj­czę­ściej nie nazy­wamy filozofami.

Obec­nie filo­zof stra­cił zupeł­nie swój sta­tus. Nie jest już czło­wie­kiem „kocha­ją­cym wie­dzę”, tylko marzy­cie­lem, kimś ode­rwa­nym od rze­czy­wi­sto­ści. Tak odbiera go spo­łe­czeń­stwo. Spo­łe­czeń­stwo, dla któ­rego liczy się pogoń za pie­niędzmi, a co za tym idzie — pogoń za roz­wo­jem, ale w jak naj­węż­szym kie­runku. Pro­gra­mi­sta, den­ty­sta, psy­cho­ana­li­tyk, księ­gowa. Ale nawet przed­sta­wi­ciele tych zawo­dów w obrę­bie swo­jej dzie­dziny zaj­mują sie naj­czę­ściej tylko pew­nym jej wycin­kiem. Niby to dobrze, bo każdy może wybrać to co lubi robić, a w dodatku umie to robić dobrze. Pra­cuje i cała reszta wie­dzy nie jest mu potrzebna. Bo naj­waż­niej­sze w życiu jest zara­bia­nie pieniędzy.

Takie podej­ście do życia jest powszechne. Ciężko więc mają osoby, ktore pasjo­nują się wie­dzą, któ­rzy mają wszech­stronne zain­te­re­so­wa­nia i pre­dys­po­zy­cje do wielu zawo­dów. Według powszech­nego prze­ko­na­nia „jeśli ktoś jest do wszyst­kiego, to jest do niczego”. Trudno być naj­lep­szym w jakiejś dzie­dzi­nie jeśli zain­te­re­so­wa­nia się­gają dalej. Taki czło­wiek jed­nak ma szer­szy ogląd rze­czy­wi­sto­ści i potrafi dużo lepiej ana­li­zo­wać pro­blem, z któ­rym się zde­rzył. Jest podobny do takiego sta­ro­żyt­nego filo­zofa, który prze­cież nie wytwa­rzał żadnych dóbr, nie świad­czył usług, ale był powa­żany i potrzebny. Współ­cze­sny wszech­stronny czło­wiek musi się spe­cja­li­zo­wać, a całą resztę zosta­wić dla sie­bie. Nie­wiele osób go zro­zu­mie, a spora więk­szość będzie wyszydzać.

Czy naprawdę nie ma już miej­sca dla ludzi o szer­szych zain­te­re­so­wa­niach? A może jestem w błę­dzie i widzę świat ina­czej? Cie­kaw jestem Waszej opi­nii i zapra­szam do dyskusji.

Podziel się:
  • Wykop
  • Digg
  • Twitter
  • Facebook
  • FriendFeed
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • email
  • PDF
  • RSS

Komentarzy (8)

W moim odczu­ciu filo­zof jest teraz postrze­gany jako osoba nie­pro­duk­tywna, nie­prak­tyczna i nie­po­trzebna. Jest to bowiem ktoś, kto oddaje swoje życie stu­diom, które nie dadzą mu zawodu, ani pie­nię­dzy. Teraz auto­ry­te­tem jest pełny port­fel lub raczej jego posia­dacz.
Spo­tka­łam się rów­nież z teo­rią, jakoby naj­lep­szym wybo­rem były stu­dia socjo­lo­giczne. Pan, który teo­rię taką poczy­nił, uznał, że po tym kie­runku można robić wszystko. Kie­ru­nek ten daje szanse na zatrud­nie­nie w każ­dej branży — wg niego.
Trudny temat poru­szy­łeś. Może winą filo­zofa jest tkwie­nie w prze­szłych pro­ble­mach, niby ponad­cza­sowe niczym Biblia, ale czy naprawdę aktu­alne?
 

Filo­zof jest postrze­gany jako ktoś, kto nic nie robi — to prawda. Ale filo­zo­fem nie jest z zało­że­nia ktoś, kto skoń­czył stu­dia o takim kie­runku. Filo­zof to czło­wiek, który jest miło­śni­kiem wie­dzy. On nie musi wymy­ślać teo­rii o tym skąd powstał świat i do czego zmie­rza — filo­zo­fem z defi­ni­cji jest też ten, który zna się na fizyce, che­mii, mate­ma­tyce, psy­cho­lo­gii, socjo­lo­gii i tak dalej. Inte­re­suje się tymi dzie­dzi­nami i w swoim życiu łączy wie­dzę ze wszyst­kich tych dzie­dzin po to, żeby lepiej zro­zu­mieć świat. I wyko­rzy­stuje tę wie­dzę w życiu, w swo­jej pracy czy też w dyskusjach.

Mia­łam tro­chę inną defi­ni­cję filo­zofa. Bio­rąc pod uwagę Twoją należy stwier­dzić, że filo­zof rze­czy­wi­ście nie zara­bia pie­nię­dzy. Skoro jest milo­śni­kiem wie­dzy. Czy ktoś kto jest miło­śni­kiem sportu albo muzyki za sam ten fakt dostaje pie­nią­dze albo jest jakimś auto­ry­te­tem?
Może wcale filo­zof nie utra­cił swo­jego sta­tusu — miło­śnik wie­dzy nie musi się z tym obno­sić, zatem skąd inni mogą wie­dzieć kim jest? Skąd wia­domo kto jest filo­zo­fem, a kto nie?
Kto powie­dział, że nie ma miej­sca dla osób o szer­szych zain­te­re­so­wa­niach? Czy jeżeli ktoś idzie do pracy jako księ­gowy i poza tym uwiel­bia naukę jest w czymś gor­szy od kogoś kto jest po pro­stu księ­go­wym? Pra­co­dawca wymaga od niego, żeby znał się na rachun­kach. Nie ozna­cza to jed­nak, że nie może być przy tym filo­zo­fem.
Jeżeli ktoś ma wszech­stronną wie­dzę i pre­dys­po­zy­cje do wielu zawo­dów — co stoi na prze­szko­dzie, żeby wybrać któ­ryś z nich? Nie można pra­co­wać jed­no­cze­śnie jako lekarz, księ­gowa, murarz i hydrau­lik — nie jest to wyko­nalne czasowo.

Oczy­wi­ście, że nie można pra­co­wać jed­no­cze­śnie w wielu róż­nych zawo­dach na raz. Nie o to w tym poście chodzi.

«Według powszech­nego prze­ko­na­nia “jeśli ktoś jest do wszyst­kiego, to jest do niczego”.»

Cho­dzi mi o ludzi, któ­rzy chcą się kształ­cić w wielu kie­run­kach i pra­co­wać wyko­rzy­stu­jąc swoje wszech­stronne umie­jęt­no­ści. Wykształ­ce­nie — od samego początku jest ukie­run­ko­wy­wane, potem jesz­cze bar­dziej zawę­żane. Stu­diu­jąc filo­zo­fię nie stu­diu­jesz fizyki, che­mii, infor­ma­tyki i socjo­lo­gii na raz. A prze­cież tacy ludzie powinni być bar­dziej doce­niani jako naukowcy, bo mają szer­szy ogląd pro­ble­mów, nad któ­rymi pra­cują. Taki ktoś nie ma pra­co­wać w wielu zawo­dach, tylko ma pra­co­wać w jed­nym miej­scu, np. na uczelni czy w jakichś insty­tu­tach nauko­wych. Ale nawet tam pre­fe­ruje się spe­cja­li­stów. A jeśli ktoś jest wszech­stron­nie wykształ­cony, to wcale nie ozna­cza, że nie jest on dobry w każ­dej z tych swo­ich dziedzin.

W poście cho­dziło mi o to, że:

1. według ogrom­nej więk­szo­ści spo­łe­czeń­stwa wszech­stron­nie wykształ­cony czło­wiek jest zby­teczny, bo prze­cież „miło­śni­kiem” może sobie być tak dla sie­bie, a zara­biać musi w kon­kret­nym zawodzie,

2. uczel­nie kształcą w bar­dzo wąskich dzie­dzi­nach, a nie dają żadnej moż­li­wo­ści szer­szego wykształ­ce­nia (a moim zda­niem chęt­nych by nie brakowało).

I druga sprawa — z takich bar­dziej „życiowych” — przecież infor­ma­tyk nie jest uczony popraw­no­ści języ­ko­wej, nie jest też uczony pod­staw psy­cho­lo­gii (które potem w życiu czę­sto się przy­dają) czy jakichś pod­staw tzw. kul­tury wyso­kiej (fakt, był pewien przed­miot na naszym kie­runku, ale to było raczej trak­to­wane zaba­wowo). Mam wra­że­nie, że teraz „pro­du­kuje się” wielu magi­strów, któ­rzy może wie­dzą coś w swo­jej wąskiej dzie­dzi­nie, ale na miano wykształ­co­nego czło­wieka nie zasłu­gują. Rów­namy do Ame­ry­ka­nów, z któ­rych się sami śmie­jemy? No tak, ame­ry­kań­ski infor­ma­tyk nie musi wie­dzieć gdzie leży Polska.

Spójrzmy na to wszystko z dru­giej strony: w moim oto­cze­niu poja­wia się wiele osób, które twier­dzą, że jeśli mam wyż­sze wykształ­ce­nie to powi­nie­nem wie­dzieć wszystko. Popra­wiają sobie samo­po­czu­cie mówiąc, że wie­dzą coś lepiej od osoby z wyż­szym wykształ­ce­niem. Na pewno jest milion osób lep­szych ode mnie z histo­rii — i one będą uwa­żały, że wie­dzą wię­cej niż ja, mając wyż­sze wykształ­ce­nie.
Co Ty na to?

Poru­szy­łaś 2 sprawy :-) Po pierw­sze — osoby, które będą się szczy­cić, że wie­dzą coś wię­cej od Cie­bie w innej dzie­dzi­nie i to ma niby umniej­szać Two­jemu wykształ­ce­niu, pró­bują się po pro­stu dowar­to­ścio­wać. Nie warto ich brać poważ­nie. A druga sprawa — wykształ­cony czło­wiek (w danej dzie­dzi­nie) nie musi wie­dzieć wszyst­kiego, ale powi­nien mieć pod­sta­wową wie­dzę o świe­cie, o mecha­ni­zmach, które świa­tem rzą­dzą, powi­nien umieć się wypo­wia­dać popraw­nie w języku, któ­rego używa. Mgr, który pisze „wogule”, wygląda (przy­naj­mniej dla mnie) nieco dziw­nie :-)

Zga­dzam się z tym, że powi­nien mieć pod­sta­wową wie­dzę o ota­cza­ją­cym go świe­cie, ale to od razu nie ozna­cza, że musi być filo­zo­fem.
Jeżeli ktoś jest infor­ma­ty­kiem i pisze „wogule” to może być bez pro­blemu pro­gra­mi­stą, tam tego słowa uży­wać nie będzie ;-) . Smutne, że nie zna ojczy­stego języka…

No tro­chę się zapę­dzi­łem z dwiema myślami w jed­nym tema­cie ;-) Głów­nie cho­dzi mi o współ­cze­snych wszech­stron­nych ludzi, któ­rzy mają moim zda­niem pro­blem ze zna­le­zie­niem odpo­wied­niej ścieżki zdo­by­wa­nia wykształ­ce­nia. A dodat­kową myślą była kon­dy­cja współ­cze­snych stu­den­tów i absol­wen­tów, któ­rzy w tej całej spe­cja­li­za­cji zatra­cili pod­sta­wową wie­dzę o świe­cie. Czyli mówiąc w skró­cie — poma­ru­dzi­łem sobie o wszech­obec­nej spe­cja­li­za­cji, która mi się nie do końca podoba ;-)

Napisz komentarz