W oczekiwaniu na obronę, rozrywam się na różne sposoby, także telewizyjnie. Akurat telewizje nie szczędzą nam najróżniejszych programów, w których mniej lub bardziej znane osoby popisują się wokalnie. Z jednej strony mamy produkcję „Jak oni śpiewają”, którą Polsat katuje nas od kilku lat, a aktorzy z seriali próbują wykazać się dobrym słuchem. Z drugiej — mamy tefałenowski „Mam talent”, gdzie prezentują się nieznane jeszcze szerzej osoby, nie tylko wokaliści. Gdzieś po środku stoi „Fabryka gwiazd”, gdzie gwiazdami próbują zostać osoby, które nie są takie całkiem anonimowe. Oprócz uczestników tych szołów, kreują się także członkowie jury. I podobnie jak w przypadku wokalistów, także w składach jury są osoby mniej i bardziej nadające się do tej roli.
Zacznijmy od „mających talent” jurorów — Agnieszki Chylińskiej, Małgorzaty Foremniak i Kuby Wojewódzkiego. Wrażenie ogólne jest pozytywne. Chylińska okazała się wrażliwą i inteligentną jurorką, a jak na pierwszy kontakt z tego typu zajęciem — debiut bardzo udany. Foremniak… nieco rozczarowała, ale nie do końca. Zwykle jest najbardziej logicznie myślącą jurorką, najbardziej stonowaną, ale też nie zawsze potrafi poznać się na talencie danej osoby. Kuba, jak to Kuba, jest zakręcony, ale już nie taki „cięty” jak w Idolu. Jak na razie niczym szczególnym mnie ta trójka nie zachwyciła, ale też nie odrzuca mnie od nich. Natomiast śpiewający uczestnicy potrafią zachwycić. W każdym programie jest jedna osoba płci żeńskiej, która wywołuje największe emocje. Są to rodzące się talenty, u których widać jeszcze długą drogę i dużo nauki. Na razie jedynym gotowym śpiewającym talentem jest Mateusz Ziółko i jak na razie jemu kibicuję najmocniej.
„Fabryka gwiazd” to nowy twór, który niestety zaskoczył mnie nieprofesjonalizmem. Program, na który wydano miliony i miał być najlepszym szołem tej jesieni, bardziej denerwuje niż zachwyca. I to głównie z powodu jury. Rozumiem zaproszenie Kayi (tak to się odmienia?), chociaż nawet ona momentami wydaje się być głucha. Rozumiem też, że Marek Dutkiewicz miał oceniać interpretację tekstu i ogólnie pewnie jakieś głębsze przesłanie danego wykonania. Niestety jest zupełnie bezbarwny i mało profesjonalny. Jednakże udział Marcina Bisiorka (Radio ESKA… i już wszystko jasne) i TeDego to kpina… głównie z uczestników programu. Ich komentarze są najbardziej nieprzyjemne, szczególnie, że oni nie są w stanie ocenić tego jak ktoś śpiewa (czego dawali już wielokrotnie dowód), a jak stereotypowo może być postrzegany. Homofobiczne czy też lekko rasistowskie odzywki miały chyba śmieszyć, ale raczej ośmieszają samych wypowiadających. W końcu w Polsce nie zauważa się umiejętności, tylko kolor skóry czy orientację seksualną.
Uczestnicy tego programu to zupełnie inna historia. Niby są oni wybrani na castingach, ale jednak dla osób interesujących się polskimi młodymi wokalistami, nie są oni tacy nieznani. Mamy laureatów Szansy na sukces — Marcina Maliszewskiego i Ninę Kodorską, a także Mateusza Krautwursta, który w Szansie występował, lecz bardziej znany jest jako wokalista świetnego zespołu The Positive. Z „Drogi do gwiazd” zawędrowała do programu Martyna Melosik, która wraz z siostrą Dagmarą już od kilku lat śpiewa, chociaż jeszcze się nie wybiła. Julitę Woś natomiast można było oglądać w jednej z edycji polsatowskiego Baru. Inni uczestnicy mają swoje zespoły znane lokalnie, albo weszli do programu, żeby zrobić wokół niego szum. Innymi słowy — w tym programie nie szuka się osób, które dopiero rozpoczynają swoją drogę na scenie muzycznej, ale takich, którzy już coś osiągnęli. Nie chcę oceniać ich pomysłów na przyszłość, jednak mam nadzieję, że program naprawdę im pomoże, a nie zrobi z nich różowych gwiazdek pop.
Na koniec zostawiam sobie szoł „Jak oni śpiewają”. Nie będę się rozpisywał o śpiewających aktorach, bo prezentują oni bardzo różny poziom umiejętności śpiewania i mogę ich dobór ocenić jako całkiem ok. W każdej edycji pokazuje się kilkoro znanych aktorów, którzy z powodzeniem mogliby trochę namieszać w muzyce. I zazwyczaj się to udaje. Jednak najmocniejszą stroną tego programu jest jury, a właściwie dwie jurorki, które mają tam najwięcej do powiedzenia. I w przeciwieństwie do jurorów z innych programów, wiedzą co mówią. Wyjątki oczywiście się zdarzają, np. przymykanie oczu, a raczej uszu w czasie „popisów” aktorów starszej daty, którzy pomimo niewątpliwego aktorskiego talentu, śpiewać nie powinni. Zachwyt jury nad nimi jest dla mnie niezrozumiały, ale to jedyny mankament. Zarówno Edyta Górniak, jak i Ela Zapendowska słyszą bardzo dobrze i potrafią profesjonalnie ocenić umiejętności uczestników. Może nie jest to zawsze medialne (szczególnie w przypadku Eli), ale jest to najbardziej uczciwie postawiona sprawa.
Najwyraźniej nie znam zbyt dobrze zasad tworzenia programów, które się dobrze sprzedają, ale znam się na muzyce i zależy mi na tym, żeby jej poziom w naszym kraju był wysoki. Wiem, że takie programy mogą się przyczynić do promocji prawdziwych talentów i jeszcze młodzieńczo wierzę w to, że „Mam talent” czy „Fabryka gwiazd” pomoże zmienić polski rynek muzyczny w pozytywny sposób. Dobrym rozwiązaniem byłoby zachować formułę „Fabryki” i zatrudnić tam jurorów z „Jak oni śpiewają”, a szczególnie Elę, która według niedawnych zapewnień miała brać udział w tym przedsięwzięciu. Potrzebny jest większy wkład profesjonalistów, a mniejszy samej publiczności. Dobrym przykładem jest tutaj „Szansa na sukces”, która od kilkunastu lat z powodzeniem promuje bardzo dobrych wokalistów… i to bez pomocy smsów i teleaudio.